Hiszpania

Z Hiszpanią było tak. Gdzieś pod koniec 2012 roku postanowiłem przestać chlać – i jak to bywa na początku abstynencji, dopadł mnie nieoczekiwany nadmiar czasu i gotówki. Postanowiłem więc – ciśnięty presją społeczną, że „nie myślałeś, żeby wyjechać na zachód?” – kupić bilet w jedną stronę dokądś i zobaczyć, jak to jest. Padło na Hiszpanię, bo tam akurat siedział wtedy na doktoracie kolega ze studiów, zapraszał, wpadnij, tu jest super, piwo, dziewczyny, piękne widoki, słońce, plaża, wiatr…

* * *

Podsumuję Wam ten wyjazd w jednym zdaniu: Hiszpania to samotność.

Wróciłem do domu kilka tygodni później, biedniejszy o całe oszczędności i bogatszy o zdumiewający brak doświadczeń. Gdybym wtedy dopuszczał taką ewentualność, zauważyłbym podskórnie, że coś jest nie tak… że w zasadzie nic się nie zgadza. Nie przeżyłem na wyjeździe życia żadnych przygód, nie poznałem żadnych ludzi, słowem – nie wydarzyło się nic. Jedyne, co powstało, to cała góra przerażająco smutnych zdjęć, i równie wiele niezbyt optymistycznych wpisów w dzienniku. Wróciłem do cna zdezorientowany, wróciłem z poczuciem ogromnej ulgi, że mogę powrócić do codziennego życia, którego rytm znam, które nie przeraża, które nie wymaga na każdym kroku podejmowania decyzji w najprostszych sprawach. Wróciłem zupełnie wyczerpany.

Nie wiem, jak umknął mi wtedy mały, nieistotny fakt, że pokonywały mnie najbardziej na świecie błahe czynności, jak zrobienie zakupów, ugotowanie posiłku,, zaplanowanie dnia, czy rozmawianie z ludźmi. Poczucie nieogarniania życia było ze mną tak mocno zrośnięte, że nawet nie przyszło mi do głowy pomyśleć, że mogłoby być inaczej.

* * *

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że te wszystkie odczucia, emocje i problemy w ogóle da się nazwać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *